wrz 04

Handel klientami

Dzisiaj chciałbym rozwiać pewną iluzję, której często ulegają klienci serwisów zajmujących się pisaniem prac.

Osoba poszukująca serwisu, który zająłby się pisaniem dla niej pracy najczęściej wpisuje odpowiednią frazę (na przykład „pisanie prac”) w wyszukiwarce internetowej i przegląda wyniki. Jej oczom ukazują się profesjonalnie przygotowane serwisy internetowe, w większości budzące zaufanie, posiadające regulaminy, dane kontaktowe, zapewnienia o braku plagiatu. Taka wielość barw i haseł, że trudno się zdecydować. Jednak zdecydować się trzeba i wybór klienta trafia na jakiś konkretny serwis, który podoba mu się bardziej niż inny. Pełen wiary w swój wybór pisze maila lub dzwoni.

Zacznijmy od maila. Co dalej dzieje się z takim mailem? Otóż z takim mailem dzieje się rzecz taka, której „klient” nie spodziewałby się w najgorszych wizjach. Ten jego mail krąży sobie po Internecie. Jest sprzedawany. Nie serwisowi, o którym na stronie przeczytał tyle wspaniałych rzeczy, nie osobie, która tak pięknie i przekonująco o swoich usługach pisze, ale komuś, kto najczęściej nawet nie wie o istnieniu strony, którą właśnie klient oglądał. Bo ta strona reklamuje coś co nie istnieje. Ten serwis został przygotowany przez pozycjonera, przez firmę zajmującą się pozycjonowaniem stron internetowych. Przygotowuje ona strony internetowe (w tym wypadku z branży pisania prac) i zarabia na przesyłaniu wypełnionych przez klientów formularzy 20-30 zł (od sztuki) osobom, które faktycznie zajmują się pisaniem prac, ale z daną wybraną przez klienta stroną internetową nie mają nic wspólnego. Ten mail jest więc sprzedawany – niejednokrotnie kilkukrotnie (A go kupił za 30 zł, ale ma teraz dużo zleceń, albo tematyka mu nie odpowiada, więc sprzedaje go B za 20 zł).

Jest jeszcze telefon, na który można zadzwonić. Klient, który woli zadzwonić zamiast napisać maila, dzwoni. I co? Odbiera pani lub pan, przed którymi leży kilka lub kilkanaście telefonów z oznaczeniami serwisów – żeby się nie pogubić w tym, jaką akurat stronę internetową się reprezentuje.

Pani lub pan odpowiadają, że oczywiście, możemy przyjąć takie zlecenie, ale żeby dokonać szczegółowej wyceny, to prosimy wysłać maila z opisem zlecenia, teraz mogę tylko podać szacunkową cenę. I klient maila wysyła. Wiemy już co dalej się z nim dzieje.

Świat się zmienia. O ile jeszcze kilka lat temu serwisy pisania prac faktycznie były prowadzone przez osoby zajmujące się pisaniem prac, to teraz należą do rzadkości. Te autentyczne zostały zepchnięte na dalekie strony w wynikach wyszukiwania, a pierwsze dziesiątki należą do serwisów „prawdziwie wirtualnych”.

Tym autentycznym w takiej sytuacji pozostaje jedynie skorzystać z oferty opisywanych pozycjonerów:

„Posiadam kilka stron związanych z pisaniem prac licencjackich, magisterskich, referatów, itp. Strony generują ok. 20 formularzy dziennie. Nie jestem zadowolony z obecnej współpracy, więc szukam kogoś innego.
Oferuję dostosowanie swoich stron do Państwa potrzeb (warunki, ceny, kontakt, itp.) oraz długoterminową współpracę. Mam firmę, więc najbardziej interesowałaby mnie umowa oraz FV.
Jeśli są Państwo zainteresowani proszę napisać czy rozliczalibyśmy się za pojedynczy formularz czy procentowo od wartości zlecenia. Proszę napisać konkretne wartości, gdyż tę wiadomość wysłałem do kilku osób/firm, więc czekam na konkurencyjną ofertę.”

 

 

1
komentarzy

lut 20

Historia z życia wzięta

Mój znajomy firmę zajmującą się pomocą w pisaniu prac prowadzi już kilkanaście lat. W tym okresie miał mnóstwo ciekawych, interesujących, zabawnych, groźnych doświadczeń. Jedną z historii, którą mi opowiadał i która zapadła mi w pamięć jest historia o klientce, która się rozwodziła.

Przed rozwodem zleciła mojemu znajomemu napisanie pracy licencjackiej. Praca została sprawnie napisana, obroniona i na tym cała historia powinna się skończyć. Niestety, życie prywatne klientki ułożyło się tak, że rozstawała się z mężem i to rozstawała się z nim nie w sposób pokojowy, ale rozstawali się będąc ze sobą na wojennej ścieżce. Mąż tak chciał dopiec swojej małżonce, że poszedł na policję i zgłosił, że jego żona nie napisała sama pracy, ale skorzystała z pomocy mojego znajomego. Nie wiem, jak go policjanci potraktowali, czy chcieli zająć się sprawą, czy nie, na pewno chcieli jakichś dowodów i człowiek ten zaczął prowadzić swoje prywatne śledztwo. Udał się do siedziby firmy, przedstawił pracę żony, którą skopiował z jej (ich) komputera i chciał uzyskać potwierdzenie, że praca ta została napisana przez tę firmę. Uzbrojony w sprzęt szpiegowski chciał mieć dowód. No, cóż potwierdzenia nie uzyskał, dowodu nie zdobył, ale nie spoczął na tym, nie zrezygnował ze swojej wendety. Udał się na uczelnię żony i tam zaczął przedstawiać swoją sprawę. Nie wiem, czy mu uwierzyli, czy nie, nie wiemy, jak się dokładnie ta sprawa zakończyła, klientka nie poinformował o tym mojego znajomego, a on nie dopytywał.

Jaki z tego morał? No, cóż, mój znajomy nie pomaga klientom w oszukiwaniu promotorów, uczelni, jego firma przygotowuje dla nich projekty doradcze i nie wchodzi w żadne bliższe interakcje z klientami – chociażby nie wiadomo, jak byli zaufani i był przekonany o tym, że nie wpakują go w kłopoty. W końcu nie wiadomo jakiego mają małżonka, ani kto będzie kiedyś czytał ich maile.

Comments Off
komentarzy

sty 23

Nieuczciwi piszący

Mój znajomy, który prowadzi serwis pisania prac podesłał mi dzisiaj kilka maili, wszystkie podobne, od tej samej osoby – jakiegoś Adama, poniżej prezentuje dwa z nich:

„Posiadam 80 prac w tym magisterskich i licencjackich. Wszystkie prace są mojego autorstwa, jestem zainteresowany ich sprzedażą.”

„Mam do sprzedania 80 prac naukowych: magisterskich i licencjackich. Wszystkie są mojego autorstwa. Jeżeli jesteście Państwo zainteresowani to proszę o kontakt Tel. … W załączniku przesyłam spis tematów.”

No, cóż, pan Adam nie obronił tych wszystkich prac. Wierzymy mu, że je napisał. Jednak na pewno nie napisał ich dla siebie, napisał je dla jakichś klientów. Ci klienci zapłacili mu za te prace myśląc, że skoro płacą, to tylko oni będą mieli prawo dysponowania tymi pracami. Tylko tak myśleli, bo tu nieuczciwy pan Adam sprzedaje to, co dla nich napisał. Teraz każdy może się dowiedzieć, że dana praca została napisana przez pana Adama. Implikacje jakie to za sobą niesie pozostawiam Państwa domyślności. I przestrzegam przed panami Adamami.

 

1
komentarzy

sty 11

Wojny serwisów

W zeszłym roku można było obserwować swoiste wojny serwisów oferujących pomoc w pisaniu prac. Jak już wcześniej pisałem, na rynku było źle. Przede wszystkim dlatego, że klientów było zdecydowanie mniej. Ale pojawiło się też trochę nowych „twarzy” w branży, które zaczęły podbierać klientów starym serwisom. Nie ma w tym nic złego, konkurencja jest dobrą sprawą, ale dobrą sprawą jest konkurencja uczciwa.

Te „nowe twarze” nie płaciły podatków. Część z nich nawet nie miała zarejestrowanej działalności gospodarczej. A te, które miały – w żadnym wypadku nie płaciły VAT – na dźwięk słowa faktura VAT nagle kontakt się z nimi urywał. Usługi pisania prac są obciążone 23-procentowym podatkiem VAT i jeśli ktoś ma jakiś ryczałt, kartę podatkową, czy cokolwiek innego bez VAT, to miga się od płacenia podatków – jest zwykłym przestępcą. I to jest nieuczciwa konkurencja. Osoba, która nie płaci podatków (VAT, dochodowy, składki za ZUS) może oferować swoje usługi dwa razy taniej. Uczciwy podatnik nie ma z taką konkurencją żadnych szans.

I taka sytuacja rozgniewała niektóre „stare twarze”. Może nawet nie tyle rozgniewała, to złe określenie, ale zmusiła do walki z taką sytuacją. Nie może być tak, że ktoś napisze pracę na 90 stron za 900 zł, bo nie płaci podatków. Taką sumą można się zadowolić, gdy zostaje już ona na rękę. Zauważmy, że nawet płaca minimalna wynosi 1600 zł.

Więc jedna „ze starych twarzy”, konkretnie „stara twarz” z Częstochowy zaczęła podając się za klienta pisać do wszystkich twarzy maile z prośbą o wystawienie faktury VAT. Gdy jakaś twarz nie chciała takiej wystawić, to twarz z Częstochowy zaczynała grozić. Grozić, że jeśli nie zaprzestaną swojej niecnej działalności, to zgłosi sprawę do urzędów skarbowych, które to zastosują podatek od dochodów z nieujawnionych źródeł w wysokości 75%. Niektóre „nowe twarze” się przestraszyły i zamknęły swoje strony. Niektóre, oczywiście, nie. Stara twarz z Częstochowy przesłała więc zebrane dane (m.in. kont bankowych) różnych osób nie wystawiających  rachunków do urzędów skarbowych.

Mój znajomy rozmawiał z tą „starą twarzą” z Częstochowy. Napisała mu coś takiego: „…działamy w jednej drużynie. Dziś akcja się kończy. Za niedogodości przepraszam [podszywanie się pod potencjalnych klientów]. Poza tym jak inaczej mógłbym poznać numery kont bankowych. Przyniesie to Panu tylko korzyści, jak z rynku zniknie banda oszustów. Już 6 zniknęło.”

Comments Off
komentarzy

lis 20

Nie jest dobrze w branży pisania prac

Tak, jak już pisałem, mam znajomego, który prowadzi serwis pisania prac.

Próbowały mu go zamknąć różne stowarzyszenia (składając doniesienia o popełnieniu przestępstwa), prokuratura, policja… I nic. Nikomu się udało. Miał zarzuty, był podejrzany, nie mógł na dłużej niż 7 dni opuszczać kraju itd. itp., ale wszystkie próby te były nieudane. Serwis bez przerwy działał – bez przestojów, bez przerywania pracy.

Ale dzisiaj wychodzi na to, że tego, czego nie mogła zrobić policja, prokuratura prawdopodobnie dokona kryzys. A w zasadzie dwa kryzysy – jeden ekonomiczny, drugi demograficzny. Ekonomicznego nie trzeba tłumaczyć. O demograficznym to w zasadzie trzeba by pisać w cudzysłowie. Chodzi generalnie o mniejszą ilość studentów – co jest nie tylko kwestią niżu demograficznego, ale i innych czynników powodujących, że mniej osób podejmuje studia (na przykład coraz powszechniejsze jest zdanie, że ukończenie studiów nie pomaga, albo niewiele pomaga w znalezieniu pracy) – w efekcie niektóre uczelnie zamykają kierunki, filie, niektóre będą upadać.

Cała branża pisania prac przeżywa kryzys. Mój znajomy niemal codziennie dostaje maile od osób, które chciałby z nim współpracować – niektóre z nich nie rozumieją, że to problem w skali całego kraju, a nie tylko jednego serwisu:

„Jestem zainteresowany współpracą związaną z pisaniem opracowań naukowych na zlecenie. Zajmuję się tym od około dwóch lat, jednak zaniedbania poprzednich zleceniodawców spowodowały obniżenie wyników wyszukiwania ich stron www, a tym samym znaczący spadek liczby klientów…”

Szanowna osobo próbująca kandydować na współpracownika, u mojego znajomego też nie dostaniesz pracy, bo to nie wina zaniedbań Twoich poprzednich zleceniodawców jest powodem tego, że nie masz pracy.

(Tak trochę komentując podejście tej osoby, to można wnosić, że nie jest zbyt bystra. Jeśli pisząc takiego maila ma się nadzieję, że odniesie on zamierzony skutek – czyli uzyskanie pracy – to trzeba być mocno bezmyślnym. Zajmuje się pisaniem od około dwóch lat – strasznie mało, dobrzy fachowcy zajmują się tym kilkanaście lat – nie powinna więc tego podkreślać, należałoby znaleźć swoje inne atuty. Obniżenie wyników wyszukiwania, mniej zleceń – wtedy zleceń nie dostają osoby najmniej kompetentne – czyli sam sobie kandydat wystawił laurkę. Poza tym, to niesmaczne – obmawiać swoich poprzednich chlebodawców; można przypuszczać, że w przyszłości może obmawiać aktualnych adresatów.)

Czyli co? Niech żyje wolny rynek?

Comments Off
komentarzy

paź 16

Pisanie pracy magisterskiej samemu

Ostatnio przeglądałem wpisy na forum traktującym o pisaniu prac i jeden z wpisów zwrócił moją uwagę – http://pisanie.prac.com.pl/viewtopic.php?f=5&t=27&p=234#p234

Interesujące w tym jest to, że praca magisterska, czy licencjacka z założenia nie powinna być pisana samodzielnie. Powinna być pisana razem z promotorem. Pomocą powinni również służyć inni pracownicy naukowi uczelni. Niesamodzielność pisania pracy dyplomowej jest wpisana w genezę powstania tego tworu, w jej cele i funkcje.

Wychodząc z tego założenia, gdy promotor nie spełnia swoich funkcji, gdy nie pomagają pracownicy naukowi uczelni i zastępują ich inni – serwisy zajmujące się zawodowo pomocą w pisaniu prac – to dochodzimy do wniosku, że świat nie jest taki czarno-biały i serwisy te są be. Nie są be. Patrząc na to z tej strony, to w pożyteczny sposób wypełniają one powstałą lukę.

1
komentarzy

lip 27

Czy prace magisterskie to przeżytek?

Jak powinien wyglądać egzamin magisterski? Może pobawmy się trochę w futurologów, jak wyglądać będzie społeczeństwo za 50 lat… W następnych wpisach.

Comments Off
komentarzy